To historia stara jak świat, że czerwonego z
czerwonym lepiej nie mieszać. Derby północno-zachodniej Anglii zawsze budziły i
będą budzić wielkie emocje. Często zadajemy sobie pytanie - dlaczego ten mecz
ma czasem większe znaczenie niż derby Liverpoolu z Evertonem czy Manchesteru
United z City?
Ziarenka goryczy
Pewnie niewielu neutralnych kibiców wie, że
konflikt między miastami miał swój początek w gospodarce.
Zza oceanu do Anglii wielkimi promami
spieszyły
Surowce, co materiałami produkcyjnymi były
Port wspaniały w Liverpoolu był drogą jedyną
Tam po towary biegli wzgórzem i doliną
Aż w Merseyside podatki poczęły być nakładane
I tak oto ziarenka goryczy zostały zasiane
Manchester musiał swój port wybudować
Dużo kasiory w ten cel inwestować
To jeden z powodów, jest także i drugi
Manchester słynął z bawełnianej usługi
Pan z Liverpoolu co za dnia w garniturze
chadzał
„fizyczna praca i bród to hańba” tak zwykle
uważał
I za to w odwecie zostali nazwani -
Scousers, bo gulasz rybny
wpieprzali
Let the games begin
Konflikt jest jak choroba zakaźna, która
zajmuje kolejne aspekty codziennego życia. Trudno się zatem dziwić, że
dosięgnął on także sportu. Jak powszechnie wiadomo są to dwa najbardziej
utytułowane kluby w Anglii. Nic więc dziwnego, że walczą o dominację na Wyspie.
W klasyfikacji tytułów wciąż górowali The Reds, chociaż Sir Alex przez lata
próbował strącić Liverpool z ich
pieprzonej grzędy. I w końcu mu się udało, w tym momencie Man United ma 20
tytułów mistrzowskich w porównaniu do 18 Liverpoolu.
Chyba nic tak bardzo nie boli, jak ukochany
zawodnik zmieniający barwy i przywdziewający koszulkę największego wrogą. I
choć w historii było paru zawodników, którzy robili to bezpośrednio, to jednak
transfer Michaela Owena na Old Trafford wywołał wśród kibiców Liverpoolu
największy niesmak. Mimo, że w momencie dołączania do United od 5 lat nie był
już zawodnikiem The Reds, podczas pierwszego meczu na Anfield otrzymał solidną
porcję gwizdów.
Sami piłkarze często nie darzą się miłością.
Wayne’a Rooneya wychowywano w nienawiści do Liverpoolu, a konflikt Suareza z
Evrą przerodził się w wielką futbolową aferę. Urugwajczyk zapłacił za nią
ośmioma meczami przerwy. Po każdych kolejnych rozgrywkach
przeciwko sobie wciąż trwają spekulacje, który z nich nie chciał uścisnąć dłoni
drugiemu.
Kibic
kibicowi do gardła wciąż skacze
Oczywiście na sportowej rywalizacji zakończyć
się nie mogło. Kibiców obu tych drużyn lepiej nie sadzać przy jednym stole.
Broń Boże by wspólnie oglądali mecz. Kłócić się mogą całymi godzinami, a kolejnym
docinkom chyba nigdy nie będzie końca. W tym sezonie ciężko usłyszeć od kibiców
United „odwróć tabele, Liverpool na czele” a ich aktywność na portalach
społecznościowych znacznie opadła. Natomiast kibice Liverpoolu nie pozostają
dłużni za ostatnie lata i nie kryją swojego zadowolenia z tegorocznej pozycji
Manchesteru.
Osobiście bardzo mocno przeżywam każde potyczki Liverpoolu z Manchesterem United. Oglądając mecz zawsze liczę na dobre widowisko, mimo że czasem modlę się w duchu o kontuzję Rooneya. Staram się nie przekładać niechęci do Czerwonych Diabłów w życie prywatne i nie oceniać z góry ich kibiców. Męża jednak wśród nich raczej szukać nie będę..

Brawo!
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńMecze z Diabłami to zawsze sportowe święto - najlepiej wspominam mimo wszystko hat-trick Kuyta :)
OdpowiedzUsuńFajne ciekawe.Napisane prostym dobrym textem.Brawo.
OdpowiedzUsuń