"There's not one club in Europe with an
anthem like You'll Never Walk Alone. There's not one club in the world so
united with their fans. I sat there watching the Liverpool fans and they sent
shivers down my spine."
~
Johan Cruyff
Niewiele znam pieśni, które wywołują we mnie
tak wielkie emocje. Słów, którymi wielu mogłoby zacząć się kierować, a którymi
wielu z nas już się kieruje. Idź przez burzę z wysoko podniesioną głową, nie
bój się ciemności, na końcu jest złote niebo.
You’ll never walk alone znaczy dla nas coś więcej,
oznacza pasję, przyjaźń, jedność. Tworzy między nami emocjonalną więź, czyni z
nas rodzinę. Taką, w której można na sobie polegać. Bo właśnie to według mnie
mówią te słowa. Nigdy nie będziesz szedł sam, są obok Ciebie ludzie tacy jak
Ty. Pełni nadziei. Z którymi łączy Cię miłość do czerwonych barw.
Jak każda piosenka, tak samo i ta ma swoją historię.
Została napisana przez Richarda Rodgers i
Oscara Hammerstein II na potrzeby musicalu „Carousel”. Była wielokrotnie coverowana, także przez wielkie gwiazdy estrady jak Elvis Presley, Frank
Sinatra czy Louis Armstrong. Jednak w Wielkiej Brytanii największą popularność
zdobyła wersja w wykonaniu Gerry and the Pacemakers. Będąc w latach 60. na
listach przebojów, You’ll never walk
alone było często grane podczas meczów na Anfield. Wpadająca w ucho melodia szybko
podbiła serca kibiców. Jak to się stało, że została tam na stałe? Otóż, podczas
jednego z meczy, piosenka nie została puszczona, wtedy kibice sami zaczęli ją
śpiewać.
Od tego momentu utwór stał się hymnem Liverpoolu i
zawsze jest śpiewany podczas rozgrywek na rodzimej murawie. Słowa "You’ll
Never Walk Alone" znajdują się także na ozdobnej Shankly's Gate, która
jest również jednym z kluczowych elementów herbu.
Mało kto wie, że gitarzysta zespołu Queen zainspirował się You'll never walk alone przy tworzeniu jednej z najpopularniejszych piosenek zespołu. Wywarła ona wielkie wrażenie
na Brianie May’u, gdy fani zaintonowali ją na jednym z koncertów. Nazajutrz obudził się z We will rock you w głowie.
You’ll never walk alone stało się poniekąd symbolem dwóch najważniejszych
wydarzeń w historii Liverpoolu. Najstraszniejszego i najpiękniejszego.
15 kwietnia 1989 roku, 96 kibiców
nigdy nie wróciło do domu. YNWA śpiewane w hołdzie dla ofiar, nie raz po tej
tragedii w bardzo emocjonalny sposób przypomniała światu, że są rzeczy po
prostu ważniejsze od piłki nożnej.
Jest rok 2005. Liverpool przegrywa z Milanem 0-3 w
finale Ligi Mistrzów. Gdy dla wielu mecz był już przesądzony, kibice The Reds
udowodnili zawodnikom bezwarunkową wiarę. W przerwie między połowami You’ll never walk alone odbiło się echem po stadionie. I zdarzył się cud.
When you walk through a storm,
Hold your head up high,
And don't be afraid of the dark.
At the end of a storm,
There's a golden sky,
And the sweet silver song of a lark.
Walk on through the wind, walk on throught the
rain,
Though your dreams be tossed and blown.
Walk on, walk on, with hope in your heart,
And you'll never walk alone. You'll never walk
alone.
Walk on, walk on, with hope in your heart,
And you'll never walk alone.
You'll
never walk alone.
Nie musisz być kibicem Liverpoolu, aby Twoje serce zadrżało
słysząc te słowa. Śpiewane przez
tysiące kibiców stają się swoistym rytuałem,
okrzykiem wojennym, nawołującym do dania z siebie dwustu procent. You'll never walk alone oszałamia i wzbudza strach rywali.
A wszystkim związanym z Liverpoolem uświadamia, że są wartości, za które warto walczyć do samego końca, którymi
warto się kierować i pielęgnować w swoim sercu. Oznacza, że kibicem się jest a nie bywa. W każdych
dobrych i złych momentach.





