piątek, 18 kwietnia 2014

Liverpoolu potyczki z United

To historia stara jak świat, że czerwonego z czerwonym lepiej nie mieszać. Derby północno-zachodniej Anglii zawsze budziły i będą budzić wielkie emocje. Często zadajemy sobie pytanie - dlaczego ten mecz ma czasem większe znaczenie niż derby Liverpoolu z Evertonem czy Manchesteru United z City?


Ziarenka goryczy

Pewnie niewielu neutralnych kibiców wie, że konflikt między miastami miał swój początek w gospodarce.

Zza oceanu do Anglii wielkimi promami spieszyły
Surowce, co materiałami produkcyjnymi były
Port wspaniały w Liverpoolu był drogą jedyną
Tam po towary biegli wzgórzem i doliną
Aż w Merseyside podatki poczęły być nakładane
I tak oto ziarenka goryczy zostały zasiane
Manchester musiał swój port wybudować
Dużo kasiory w ten cel inwestować
To jeden z powodów, jest także i drugi
Manchester słynął z bawełnianej usługi
Pan z Liverpoolu co za dnia w garniturze chadzał
„fizyczna praca i bród to hańba” tak zwykle uważał
I za to w odwecie zostali nazwani -
Scousers, bo gulasz rybny wpieprzali


Let the games begin

Konflikt jest jak choroba zakaźna, która zajmuje kolejne aspekty codziennego życia. Trudno się zatem dziwić, że dosięgnął on także sportu. Jak powszechnie wiadomo są to dwa najbardziej utytułowane kluby w Anglii. Nic więc dziwnego, że walczą o dominację na Wyspie. W klasyfikacji tytułów wciąż górowali The Reds, chociaż Sir Alex przez lata próbował strącić Liverpool z ich pieprzonej grzędy. I w końcu mu się udało, w tym momencie Man United ma 20 tytułów mistrzowskich w porównaniu do 18 Liverpoolu.

Chyba nic tak bardzo nie boli, jak ukochany zawodnik zmieniający barwy i przywdziewający koszulkę największego wrogą. I choć w historii było paru zawodników, którzy robili to bezpośrednio, to jednak transfer Michaela Owena na Old Trafford wywołał wśród kibiców Liverpoolu największy niesmak. Mimo, że w momencie dołączania do United od 5 lat nie był już zawodnikiem The Reds, podczas pierwszego meczu na Anfield otrzymał solidną porcję gwizdów.
Sami piłkarze często nie darzą się miłością. Wayne’a Rooneya wychowywano w nienawiści do Liverpoolu, a konflikt Suareza z Evrą przerodził się w wielką futbolową aferę. Urugwajczyk zapłacił za nią ośmioma meczami przerwy. Po każdych kolejnych rozgrywkach przeciwko sobie wciąż trwają spekulacje, który z nich nie chciał uścisnąć dłoni drugiemu.


         Kibic kibicowi do gardła wciąż skacze

Oczywiście na sportowej rywalizacji zakończyć się nie mogło. Kibiców obu tych drużyn lepiej nie sadzać przy jednym stole. Broń Boże by wspólnie oglądali mecz. Kłócić się mogą całymi godzinami, a kolejnym docinkom chyba nigdy nie będzie końca. W tym sezonie ciężko usłyszeć od kibiców United „odwróć tabele, Liverpool na czele” a ich aktywność na portalach społecznościowych znacznie opadła. Natomiast kibice Liverpoolu nie pozostają dłużni za ostatnie lata i nie kryją swojego zadowolenia z tegorocznej pozycji Manchesteru.



Osobiście bardzo mocno przeżywam każde potyczki Liverpoolu z Manchesterem United. Oglądając mecz zawsze liczę na dobre widowisko, mimo że czasem modlę się w duchu o kontuzję Rooneya. Staram się nie przekładać niechęci do Czerwonych Diabłów w życie prywatne i nie oceniać z góry ich kibiców. Męża jednak wśród nich raczej szukać nie będę..


4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mecze z Diabłami to zawsze sportowe święto - najlepiej wspominam mimo wszystko hat-trick Kuyta :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne ciekawe.Napisane prostym dobrym textem.Brawo.

    OdpowiedzUsuń